Na dworze szaro, buro i ponuro. Ani to już wiosna (niestety) ani jeszcze zima (no też niestety). Wyciągnęliśmy hulajnogi, ale to jeszcze nie było to i po godzince wróciliśmy do domu. Zaczęłam się zastanawiać, co zrobić z resztą dnia. Moje myśli powędrowały do naszych pewniaków. Mam kilka takich gadżetów, zabawek tudzież zabaw, które zawsze się sprawdzają.

  1. Jenga.

Tak – to jedna z, wydawałoby się, najnudniejszych gier. Ale nie dla nas. Zdjęłam ją z półki i odpłynęliśmy na niemal godzinę. Gra jest fajna z kilku powodów. Pozwala zaangażować nawet bardzo małe dzieci – tak w układanie wieży, jak i potem, przy przekładaniu klocków. A jeśli to się nudzi – układamy z elementów tor przeszkód dla hexbug’ów lub trasę przejazdu dla resoraków.

2. Ciastolina lub piasek kinetyczny.

Obie rzeczy od lat są obecne w pokoju moich dzieci. Osobiście preferuję ciastolinę – jest generalnie łatwiejsza do posprzątania 😉 Ale moje dzieci i piasek kinetyczny i ciastolinę lubią tak samo. Dzieciaki używają tych samych akcesoriów do zabawy – jedyne, co dokupiłam (i co bardzo polecam nabyć) to kuwety malarskie do zabawy piaskiem – pomagają okiełznać drobinki. Piasek jest zdecydowanie mniej popularny – wygląda trochę jak zwykły – ale ma specjalny dodatek, który powoduje, że tworzy się z niego spójna masa, łatwa do formowania. Jest super w dotyku – pamiętam, że gdy dzieci dostały go po raz pierwszy, to przez dłuższą chwilę fascynowało je samo ugniatanie palcami. Świetnie się sprawdza w terapii SI!

3. Gra w gumę.

Tak, da się w warunkach domowych. Dwa krzesła i jest zabawa. Pomysł swego czasu przyniósł ze szkoły syn. W sumie byłam zaskoczona, bo po pierwsze sądziłam, że to typowo dziewczyńska zabawa a po drugie, że zdecydowanie zapomniana już. Jak się okazało mój syn zna te same gry, w które ja kiedyś grałam! Fajnie tak czasem sobie przypomnieć, jak to było wiele, wiele lat temu!

4. Naklejki!

Mamy ich mnóstwo w domu! Po pierwsze nigdy nie wyrzucam naklejek dołączanych do malowanek – nawet jak cała książeczka jest już wypełniona – to pojedyncze sztuki zbieram do pudełeczka. Czasem kupuję duże plansze z naklejkami tematycznymi (np. z Lego czy Krainą lodu), a czasem kupuję zestawy z naklejkami w kształcie owoców, literek itp. Mamy tego naprawdę sporo. I w razie potrzeby wyciągamy wszystko i dzieci tworzą kolaże z nich albo dodają do rysunków, jako elementy dekoracyjne. O i mam jeszcze masę vlepek, które zbieram na różnych wydarzeniach branżowych, na których bywam z pracy. Te też znajdują zastosowanie.

Polecam też uwadze naklejki wielokrotnego użytku. Mamy takie np. o tematyce świątecznej. Dzieci układają z nich na szybach różne obrazki. Widziałam też tego typu gadżet np. z autami – do tego kilka plansz, na których można je umieszczać tworząc historyjki.

5. Patyczki do liczenia.

Moje starsze dziecko, nie potrafi funkcjonować bez liczenia. Wszystko, co pomaga w wykonywaniu działań jest cały czas w użyciu. Nawet w wolny dzień. Bardzo go ta zabawa wycisza, a ja nie mam nic przeciwko – niezwykle pożyteczne zajęcie trzeba przyznać.

6. Kalambury.

Jeszcze nieczęsto gramy, bo po pierwsze musimy być w komplecie, a po drugie młodsza córka, jeszcze nie do końca rozumie zasady. Niemniej czasem udaje nam się w ten sposób spędzić czas.

7. Modele i inne zestawy do składania.

To zdecydowanie ulubiony sposób na spędzanie smętnego pogodowo dnia przez mojego syna. Wiadomo kocha Lego, ale czasem, dla odmiany lubi inne konstrukcje. Zwłaszcza, że ciekawią go liczne obszary ze świata nauki. Ostatnio pochłonęło go stworzenie planetarium, ale generalnie wszystkie zabawki tego typu cieszą go ogromnie. Tu muszę po raz kolejny zwrócić uwagę na markę Clementoni – która pod tym względem nie ma sobie równych. Dobrze zaopatrzyć się w jeden – dwa zestawy na tzw. czarną godzinę. Będą doskonałą odpowiedzią na słowa: “Mamo nudzi mi się…”.

8. Godzina dla urody.

Ech, no muszę przyznać, że moja córka to uwielbia. Jakiś czas temu, w ramach nagrody za bycie dzielną podczas szczepienia, wybrała sobie właśnie zestaw kosmetyków do makijażu. I przepadła. Codziennie używa błyszczyków do ust, sporadycznie cieni do powiek i lakieru do paznokci. Cienie nakłada tak sprawnie, że jeszcze trochę i to ja od niej będę się tej sztuki uczyć. W ostatnich tygodniach zabawa w salon piękności zdecydowanie dominuje.

A jakie są wasze sprawdzone sposoby na ponury weekend?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge