Pamiętam, jak swego czasu udzielałam się na pewnym forum internetowym dla mam. Dziewczyny pomagały sobie w różnych sytuacjach, radziły się, dyskutowały. W sumie “znałam” je z internetu, a niektóre później poznałam też na żywo. Razem przygotowywałyśmy się do ślubu, potem ciąży, rodziłyśmy dzieci. Każda inna, z inną historią i doświadczeniem. Z kilkoma z nich nadal utrzymuje kontakt, ale teraz relacje podtrzymuję w staromodny sposób – czyli osobiście, w realu.

A piszę o tym dlatego, że ostatnio przypomniała mi się pewna sytuacja. Jedna z moich internetowych znajomych wyjechała wraz z mężem za granicę, do Irlandii. Byli tam sami. Urodziło się im pierwsze dziecko i łatwo im nie było. Ową znajomą dopadła klasyczna depresja poporodowa. Bardzo stresowała ją opieka nad dzieckiem w pierwszych tygodniach. I zapamiętałam sobie jej refleksję z tego czasu: “Młodzi ludzie nie powinni być pozostawieni sami sobie. Ludzkość od wieków żyła w plemionach, grupach – zatem gdzie jest moje plemię? Starszyzna plemienna służąca radą, pociechą, wskazówką?” Finalnie poradzili sobie we dwoje, ale pamiętam to uczucie szczęścia, że dziadkowie moich dzieci są w tym samym kraju co ja i w zasadzie dość szybko jesteśmy w stanie do siebie dotrzeć w razie potrzeby – a już na pewno mogę liczyć na ich wsparcie. I choć różnimy się poglądami, też na kwestie wychowawcze, to zawsze mogę na nich liczyć. Odgrywają ważną rolę w życiu moich dzieci.

Kim dla nich są?

Odskocznią od rodziców! Okazją do spróbowania rzeczy nowych, czasem zakazanych przez mamę i tatę!

Raju – wielokrotnie dziadkowie kupowali zabawki wbrew naszej woli. Najbardziej nie lubiłam, gdy dzieci dostawały głośne, grające sprzęty, czasem jeszcze z mrugającymi światełkami. W pamięć wbił mi się malutki nakręcany samochodzik, zdecydowanie chińskiej produkcji, który takimże języku wygrywał piosenki. Musieliśmy go kilkukrotnie owinąć taśmą klejącą, by choć odrobinę wyciszyć dźwięk. Autko miało niestety długą żywotność. A można było poszukać czegoś bardziej… hmmm stonowanego (np. Tut Tut Autko). Najgorsze w tym wszystkim było to, że syn kochał nad życie ten samochód. Ba – każde dziecko, które nas odwiedzało darzyło je ogromną sympatią. Podobną niechęcią zareagowałam, jak dziadkowie sprawili wnukom bębenek. I znowu – dzieci niezwykle długo bawiły się tą zabawką – zafascynowane jej możliwościami.

Dziadkowie są od rozpieszczania – tak twierdzą oni sami. Sprawia im ogromną przyjemność obdarowywanie wnucząt prezentami, wspólna zabawa z nimi czy czytanie. Z nieukrywanym zaskoczeniem odkryłam, jak mój tata (z zawodu elektryk) przepadł, gdy syn dostał w prezencie zestaw z serii Green Science. Znalazł wspólny język z wnukiem, nie nudził się w temacie – ba – służył jako dodatkowe źródło informacji. Panowie sporo czasu poświęcili na wspólną zabawę. Green Science to seria zestawów, które pozwalają przeprowadzić różne doświadczenia. W sposób ciekawy i bezpieczny dla dziecka wprowadzają je w zagadnienia związane z wytwarzaniem energii, ochroną środowiska oraz pomiarem warunków atmosferycznych. Wielu z tych zagadnień sama nie umiałabym lepiej wytłumaczyć niż podczas wykonywania doświadczenia. Generalnie, tego typu zestawy zazwyczaj kupuję przed jakimś wolnym – długim weekendem, feriami – jeśli nie mamy planów wyjazdowych – wtedy jest to idealny pomysł na fajne spędzenie czasu.

Zdarza się, że dziadkowie czasem kupując prezenty dla wnucząt spełniają swoje marzenia. Takie miałam wrażenie gdy jeden z dziadków kupił bardzo duży traktor, na pedały z przyczepką. Nie do końca byłam przekonana do prezentu, tym bardziej, że mój syn wówczas nie wykazywał jakichkolwiek zainteresowań tego typu sprzętem rolniczym. Ale dziadek zainwestował, kupił zabawkę świetnej jakości i w sumie minęło już 7 lat, i traktor nadal w użytku i cieszy kolejne dzieciaki. Nie jestem zadowolona, gdy moi rodzice czy męża kupują drogie zabawki, a już szczególnie wtedy, gdy nie uzgodnili tego z nami. Niemniej wspomniany traktor jest w nieustannym użyciu – niezależnie od pory roku. Za każdym razem gdy dzieciaki wyciągną ten sprzęt, widzę radość i dumę w oczach ich dziadka i myślę sobie, że czasem dobrze jest pozwolić dziadkom na spełnianie takich marzeń.

Zdarza się, że dziadkowie kupują coś bez uzgodnienia z nami – zwłaszcza, jeśli jest to rzecz, którą planowaliśmy kupić, ale w wyborze kierowaliśmy się zupełnie innymi kryteriami. Czymś, co było ważne dla nas. Także dziadkowie mają na koncie kilka wpadek – jak np. zakup ciężkiego i topornego rowerka trójkołowego na pedały. Sprzęt wyglądał na wystawie pięknie, ale dziecko nie było w stanie nim jechać a i dla rodzica nie był wygodny w prowadzeniu. Na szczęście udało się rower zwrócić a po konsultacji dziadkowie zakupili wybrany przez nas model. Takich sytuacji jest na szczęście niewiele i udało nam się wypracować z dziadkami model konsultowania zakupów przeznaczonych dla naszych dzieci.

Staramy się, by dzieci miały, jak najwięcej okazji by budować i pielęgnować relacje z dziadkami. I często, gdy któreś z naszych rodziców pyta o to, co kupić nowego naszym dzieciom – prosimy, by znaleźli czas na zabawę z nimi, tym, co już mają. Bo w tym wszystkim ten aspekt jest najważniejszy. Pamiętajmy o tym – szczególnie w najbliższych tygodniach i wraz z naszymi pociechami zadbajmy o drobne radości dla dziadków przy okazji ich święta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge