“W moim brzuchu mieszka jakieś zwierzątko” – to tytuł jednej z naszych ulubionych książek autorstwa Grzegorza Kasdepke. Kto nie zna, niech nadrobi lekturę! Bohaterką jest mała dziewczynka, która jest przekonana, że w jej brzuchu mieszka jakieś zwierzątko, które od czasu do czasu wydaje odgłosy – czasem niepokojące a czasem zabawne. W próbę wyjaśnienia zagadki zaangażowanych jest kilka osób – a zakończenie zaskakuje!

Dla nas ta książeczka stała się także początkiem pytań o prawdziwe zwierzątko, które mogłoby zamieszkać z nami w domu. W erze (tak, to brzmi lepiej, bo niemal nie pamiętam tego czasu – czyli bardzo, dawno temu) przed dziećmi mieliśmy w domu kota. Potem, kilka razy opiekowaliśmy się kotem znajomych, gdy ci wyjeżdżali. A ponieważ my też lubimy podróżować, dodatkowo mieszkamy w małym mieszkaniu w bloku – stwierdziliśmy, że nie są to zbyt odpowiednie warunki dla jakiegokolwiek zwierza. Zatem, za każdym razem odpowiadaliśmy dzieciom: nie, nie możemy mieć żadnego zwierzątka.

Ale przyszedł ten dzień, kiedy któreś zapytało, czy jednak możemy, ale takie nie do końca prawdziwe, zwierze mieć w domu. Hmmmm…

W pierwszej chwili byłam bardzo niechętna – bo jak to, taka namiastka pupila i właściwie po co? Ale dzieci prosiły, więc zaczęliśmy szukać informacji, które z dostępnych na rynku zabawek są fajne, dobrze oceniane i solidnie wykonane. Zanim jednak podjęliśmy decyzję – syn otrzymał w prezencie chomika. Nie było to oczywiście prawdziwe zwierzę (nota bene to gryzoń, którego się bardzo boję i mam nadzieję, że nikt nas nigdy nie zaskoczy takim prezentem), ale do złudzenia przypominało żywego chomika. Niewidocznym guziczkiem uruchamiało się go – a on na malutkich kółeczkach, ukrytych w futerku, przemieszczał się. Wydawał odgłosy, powiedzmy “chomicze” ;), a gdy dojeżdżał do przeszkody, nawracał lub omijał ją. Do zabawki dołączone były akcesoria – niemal identyczne, jak dla prawdziwego chomika. Dzieci budowały mu labirynty z klocków, a on – metodą prób i błędów starał się je pokonać. Chomika mamy już z 7 lat i jest to zabawka niezniszczalna! Nadal od czasu do czasu dzieci sobie o nim przypominają.

Teraz mamy w perspektywie przeprowadzkę na wieś z obietnicą przygarnięcia prawdziwych kotów – więc temat interaktywnego zwierzaka nieco przycichł. Niemniej w okresie robienia rekonesansu trafiliśmy na całkiem fajne propozycje. W ostatnim czasie pojawiło się też kilka nowych rozwiązań – więc warto sprawdzić, czy któreś nie będzie tym idealnym dla waszego dziecka.

I tak na przykład dla wielbicieli “kieszonkowych” piesków firma Simba przygotowała propozycję – pieska Chi Chi Love. Zabawka jest w dwóch wersjach – interaktywnej i nie. W obydwu przypadkach piesek jest dostępny wraz z kilkoma akcesoriami, co już czasem wystarcza by zabawa była udana. Zwierzątko można czesać i ozdabiać dodatkami do tego przeznaczonymi. W opcji interaktywnej piesek Chi Chi Love zna aż 12 różnych komend w języku polskim, na które potrafi zareagować. Ponadto Chi Chi potrafi tańczyć i chodzić, macha ogonkiem, porusza główką, a pociągnięty go ogon – szczeka, dając do zrozumienia, że tego nie lubi. W zestawie z pieskiem znajduje się stylowa torebka do przenoszenia go. Zwierzątko w takiej wersji jest dla starszych dzieciaków – powyżej 5 roku życia. Na co warto zwrócić uwagę przy zakupie.

Bardzo fajnie wygląda także oferta firmy Cobi. Zwróciłam uwagę na kotka z serii Little Live Pets. To, co moją córkę fascynuje w kotach to fakt, że mruczą. A ten kotek – wydaje właśnie taki odgłos, więc myślę, że skradłby jej serce. Ta zabawka porusza się i reaguje w koci sposób. Głaskany po grzbiecie i podbródku mruczy. Otwiera i zamyka oczka, tuli się, kręci swoim ogonkiem i je z miseczki. Wydaje także kilka innych, kocich, odgłosów. Jest przy tym niezwykle miękki w dotyku, co dodatkowo pozwala poczuć dziecku, jakby dotykało niemal prawdziwego futerka. Dla fanów psów – jest też odpowiednia wersja. Tuluś, bo tak nazywa się piesek – nie bałagani, za to uwielbia, gdy się go przytula! Zabawka porusza się i reaguje na zachowanie dziecka. Poklepana po łebku czy pogłaskana po brzuszku – otwiera oczy i rusza łebkiem. Dodatkowo – pieska można nakarmić a wtedy wyda sekretne dźwięki. Zamyka oczy, gdy śpi i porusza brzuszkiem jak oddycha. Łącznie zabawka ma 6 funkcji i 35 dźwięków. W przypadku pieska, można pobrać także darmową aplikację, co dodatkowo uatrakcyjnia zabawę.

W przypadku obydwu zwierzątek od Cobi wraz z zabawką nabywamy certyfikat adopcji zwierzątka. Może to jest też okazja by porozmawiać z dzieckiem o schroniskach dla zwierząt, idei adoptowania zwierzaków i delikatnie zaszczepić odpowiedzialność za żywe stworzenie.

Ciekawą propozycję z tego typu zabawek ma też firma EPEE – pieska Samby. Zabawka chodzi, szczeka i siada. Gdy dziecko pogłaszcze pieska, ten usiądzie, zamerda ogonkiem, porusza głową i zaszczeka! Gdy załozy mu smycz i szelki, pogłaszcze po bokach – piesek pokaże, że jest szczęśliwy. A gdy dziecko klaśnie w dłonie – piesek zacznie iść i zaszczeka.

Pragnienie posiadania zwierzątka przez dziecko – to etap, który pojawia się niemal zawsze. Ma różną siłę i okres trwania. Taka zabawka to czasem pewnie jedyne wyjście, by zaspokoić tę potrzebę. Nie zawsze się sprawdzi, to prawda, ale może będzie takim kompromisem wspieranym np. wizytami w agroturystyce, gdzie młodzież będzie mogła do woli nasycić się obcowaniem z czworonogami i nie tylko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge